gumiaki

Gumiaki, to moje obrazki wykonane techniką gumy. Guma chromianowa, nazywana szlachetną techniką fotograficzną, była popularna jakieś sto lat temu, z ogonem. Dzisiaj nikt już gum nie robi, bo każdy ma drukarkę. Gdyby jednak nie miał, zawsze sobie może zrobić takiego gumiaka.

Tworzenie obrazka polega na wymieszaniu roztworu gumy arabskiej i barwnika, a następnie połączeniu z dwuchromianem potasu. Taka mieszanka staje się światłoczuła, dlatego cały ten proces należy robić po ciemku, co dodaje mu pewnej dozy tajemniczości i czegoś tam jeszcze. Niektórzy twierdzą, że dobrym barwnikiem jest tempera. To wierutne kłamstwo, bo tempera spływa szybko, a obrazki są niekontrastowe i rozmemłane. Z kolei użyty barwnik (włączył mi się wujek dobra rada) powinien być zmielony na pył. Grube ziarno nie jest fajne i spływa jeszcze łatwiej niż tempera.

Następnym krokiem jest pomalowanie kartki papieru otrzymaną substancją. Po wysuszeniu naświetla się ją przy pomocy negatywu, stykowo w świetle słonecznym, lub sztucznym, emitującym dużo promieniowania UV.
Z tym promieniowaniem, to bym nie przesadzał. Nie widać go więc nie wiadomo czy w ogóle istnieje.
Kiedy już papier jest wystarczająco długo naświetlony trzeba obraz wywołać. Naświetlone partie obrazu garbują się (nie można ich rozpuścić wodą), natomiast pozostałe można zwyczajnie wypłukać. Robi się to najczęściej na dwa sposoby. Albo wrzuca się taką kartkę farbą w dół do wypełnionej miski, albo wypłukuje się niepotrzebna farbę bieżącą wodą.
W efekcie powstaje obrazek, którego jakości i treści nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować.

Sposobów tworzenia gum jest kilka. Można stosować różne barwniki, uzyskując obrazy kolorowe. Ale takie opowieści można sobie wygoglać, a najlepiej spróbować zrobić gumę samemu.

Dlaczego robię gumy? Ano dlatego, że niezwykłą jest obserwacja, jak z kartki papieru wyłania się obraz. Że trzeba uważać, żeby sobie tego obrazka nie zepsuć mocniejszym strumieniem, albo cieplejszą niż pożądana wodą. Że każdy obrazek zawsze będzie trochę inny i że jest w tym całym procesie odrobina czegoś, czego pozbawiły nas wygodne i powszechne aparaty cyfrowe.

Moje gumy mają głownie format A4 i wyglądają dużo lepiej na żywo. Przeważnie są to gumy warszawskie, to znaczy, że nie stosuję podkładu z żelatyny.

Facebook Comments