Tatry z Krakowa

Tatry widać z Krakowa dość często. W ubiegłym tygodniu wyjątkowo dobrze. A jeszcze lepiej kiedy na tle Tater pojawia się jakiś latawiec. A jeszcze Tyniec ładnie oświetlony i ośnieżona Babia Góra. I kilka wcześniej złowionych, wśród nich polska rządówka i samolot prezydenta Izraela.

Wielka wojna na poduszki.

Słoneczna niedziela i jakże w sumie sympatyczne wydarzenie, czyli bitwa na poduszki. Przy ul. Dolnych Młynów – jeszcze zagłębiu modnych knajp i knajpeczek młodzi ludzie przynieśli poduszki, by się nimi okładać do całkowitego zużycia.

Wystawa gumiaków

Kilka obrazków, zrobionych techniką gumy chromianowej pokazuję na wystawie w bardzo zacnym miejscu, a mianowicie w Pojnarówce.

Pojnarówka mieści się przy Alei Mickiewicza 21b w Krakowie. Jest to świetnie odrestaurowany, secesyjny budynek przy Uniwersytecie Rolniczym.
Wystawa będzie prezentowana do maja 2018. Oprócz strawy duchowej (hm hm), serwuje pyszną kawę i przekąski. Warto tam zajrzeć i wracać.

6 kwietnia miał miejsce wernisaż. Wyglądało to wszystko mniej więcej tak:

Kolory

Klub Dali znam. Czasem tam zaglądam. Zwłaszcza, że często wypełnia się po sufit świetną muzyką. Wczorajsze dźwięki przeniosły mnie (pewnie nie tylko) w stan rzadko doświadczanej ekstazy. Na scenie pojawili się panowie Ścierański Raduli, Maseli i Kuczyński.

No i ZAGRALI.

Zagrali tak że wszystkim spadły buty z nóg. Gościnnie zaśpiewał pan Krupa, a na skrzypcach pan Kosieradzki. Dwugodzinny koncert minął nie wiadomo kiedy.

I tylko jedno ziarenko piasku – gdzie jest płyta???? Dlaczego nie ma jej w sklepach?

Wieża

Krakowskie lotnisko ma nową wieżę kontroli lotów. Znalazłem się w gronie szczęśliwców, którzy mogli ją zwiedzić. Wieża pachnie nowością, ma windę i schody i bardzo dużo pokojów, z jeszcze większa liczbą monitorów, pokazujących różne ważne rzeczy. Na samym jej szczycie jest balkon, z którego widać cały pas startowy i można pstryknąć fajną fotkę ze światłem, a nie pod, jak w większości tutejszych miejsc spoterskich.

A wszystko to wygląda tak:

Harrrrrrrrrmonijkowy ATAK

Nie rozpieszczają nas częstymi występami. Tym bardziej warto było ruszyć tyłek i popatrzeć. I posłuchać. Władca suwaków w Alchemii wie do czego służą, dźwięk był wporzo, choć basy powodowały lekki przeciąg. Może nie tylko, bo uszy mnie bolą do dzisiaj.

Kto nie był, ten oczywiście trąba, ale może sobie pooglądać kilka kolorowych fotek, które tu zamieszczam.