Archiwum spotterskie

Przez kilkanaście ostatnich lat, nazbierałem fotek lotniczych  tyle, że chciałbym je pokazać. Większość z nich ma charakter dokumentacyjny. Nie bawi mnie mierzenie kąta nachylenia kadłuba, by zdjęcie opublikował jakiś portal z samolotami.

Zdjęcia najczęściej robię na EPKK, EPKC podczas pikniku lotniczego, bo tu mam najbliżej. Mam też  takie, które złapałem obiektywem w czasie jakiejś podróży. Czasem celem jest jakieś lotnisko. Choćby LKMT – lotnisko w Ostravie, gdzie odbywają się dni NATO.

Nie wszystkie udało mi się sfotografować. Dziś pamiętam jedynie równoległe lądowania samolotów na lotnisku w Filadelfii, potworny huk Tornado pędzącego nad włoską plażą, czy grecki myśliwiec lądujący wzdłuż ichniej autostrady. Nie mam też żadnego zdjęcia z KORD w Chicago. Tamtejsze samoloty są bardzo ruchliwe i nie pozują. Niestety takie obrazy mam tylko w głowie.

W tytule zdjęcia wstawiam nazwę latawca, właściciela i miejsce, na którym go złapałem. Wszelkie inne informacje są powszechnie dostępne w sieci, nie ma sensu ich powielać. Jeśli ktoś zauważy błąd, proszę o info.

Piknik Lotniczy

Proszę Państwa, idziemy na piwo. Tak Jan Hofman skomentował ulewę, która wypłukała Piknik Lotniczy z pokazów i z publiczności. Kto miał dach nad głową, ten się mógł schować, a kto nie miał, mókł.

Electric Sheppard

W Piwnicy pod Baranami sami starzy wyjadacze i dwie panie śpiewające. No i fajny koncert. Kilka dni temu 7.06, warto było zajrzeć i posłuchać. Fotki po ciemku i tym razem po czarno-biału, botak.

Kraków Street Band

Młodzi ludzie, bardzo muzykalni i bardzo sprawni w tym co robią. Przed Kraków Street Band dłuuuga kariera i mnóstwo świetnych koncertów, mam nadzieję. Jak ten, grany po ciemku w Forcie Kleparz. Jednej rzeczy nie rozumiem. Klub to nie autobus, a w przejściu stało tyle ludzi, co w 52 w szczycie. A pod sceną było dość luźno. Jak to się dzieje, że tak się dzieje. Panowie zagrali kawałki z nowej płyty Going Away i kilka innych, ku uciesze gawiedzi.

Tatry z Krakowa

Tatry widać z Krakowa dość często. W ubiegłym tygodniu wyjątkowo dobrze. A jeszcze lepiej kiedy na tle Tater pojawia się jakiś latawiec. A jeszcze Tyniec ładnie oświetlony i ośnieżona Babia Góra. I kilka wcześniej złowionych, wśród nich polska rządówka i samolot prezydenta Izraela.

Wielka wojna na poduszki.

Słoneczna niedziela i jakże w sumie sympatyczne wydarzenie, czyli bitwa na poduszki. Przy ul. Dolnych Młynów – jeszcze zagłębiu modnych knajp i knajpeczek młodzi ludzie przynieśli poduszki, by się nimi okładać do całkowitego zużycia.

Wystawa gumiaków

Kilka obrazków, zrobionych techniką gumy chromianowej pokazuję na wystawie w bardzo zacnym miejscu, a mianowicie w Pojnarówce.

Pojnarówka mieści się przy Alei Mickiewicza 21b w Krakowie. Jest to świetnie odrestaurowany, secesyjny budynek przy Uniwersytecie Rolniczym.
Wystawa będzie prezentowana do maja 2018. Oprócz strawy duchowej (hm hm), serwuje pyszną kawę i przekąski. Warto tam zajrzeć i wracać.

6 kwietnia miał miejsce wernisaż. Wyglądało to wszystko mniej więcej tak:

Kolory

Klub Dali znam. Czasem tam zaglądam. Zwłaszcza, że często wypełnia się po sufit świetną muzyką. Wczorajsze dźwięki przeniosły mnie (pewnie nie tylko) w stan rzadko doświadczanej ekstazy. Na scenie pojawili się panowie Ścierański Raduli, Maseli i Kuczyński.

No i ZAGRALI.

Zagrali tak że wszystkim spadły buty z nóg. Gościnnie zaśpiewał pan Krupa, a na skrzypcach pan Kosieradzki. Dwugodzinny koncert minął nie wiadomo kiedy.

I tylko jedno ziarenko piasku – gdzie jest płyta???? Dlaczego nie ma jej w sklepach?

Wieża

Krakowskie lotnisko ma nową wieżę kontroli lotów. Znalazłem się w gronie szczęśliwców, którzy mogli ją zwiedzić. Wieża pachnie nowością, ma windę i schody i bardzo dużo pokojów, z jeszcze większa liczbą monitorów, pokazujących różne ważne rzeczy. Na samym jej szczycie jest balkon, z którego widać cały pas startowy i można pstryknąć fajną fotkę ze światłem, a nie pod, jak w większości tutejszych miejsc spoterskich.

A wszystko to wygląda tak:

Harrrrrrrrrmonijkowy ATAK

Nie rozpieszczają nas częstymi występami. Tym bardziej warto było ruszyć tyłek i popatrzeć. I posłuchać. Władca suwaków w Alchemii wie do czego służą, dźwięk był wporzo, choć basy powodowały lekki przeciąg. Może nie tylko, bo uszy mnie bolą do dzisiaj.

Kto nie był, ten oczywiście trąba, ale może sobie pooglądać kilka kolorowych fotek, które tu zamieszczam.