Okołomuzyczne

Chodzę na różne koncerty i robię zdjęcia, chyba że orkiestra sobie wyraźnie tego nie życzy. Ważne są dla mnie te fotki, dlatego tu są.

Na niektórych fotografiach pojawiają się ludzie którzy odeszli, albo miejsca, których już nie ma. Niektóre nazwy natomiast bywają na chwilę wskrzeszone. Czasem też warto odwrócić od sceny głowę.

 

Samoloty

Jest jakiś magnetyzm w tych machinach. Uwielbiam się na nie gapić. Kiedy słyszę hałas lecącego samolotu, rzucam wszystko i patrzę, póki nie zniknie mi z oczu. Może to pragnienie wolności, zakorzenione we mnie do bólu. Pokora przed mocą, którą dysponują, by pokonać przyciąganie. Nie mam pojęcia. Uwielbiam kiedy samolot przelatuje mi tuż nad głową i tę chwilę kiedy już wyląduje, a wiatr, który za sobą ciągnie dopiero nadlatuje szarpiąc ubranie.

Gumiaki

Gumiaki, to obuwie ochronne. A ja tak nazywam obrazki, które wytwarzam w technice gumy chromianowej. Cóż to takiego, ta guma, w dodatku chromianowa. Ano, to sposób, za pomocą którego można wywołać i utrwalić obraz na zwykłej kartce papieru.

Dawno temu, jakieś sto lat  ze sporym okładem, fotografowie bardzo chcieli być uznani za artystów, a nie rzemieślników. Starali się jak mogli, ale niezbyt im to wychodziło, dopóki pewien Angol nazwiskiem Packham nie opublikował nowej, na owe czasy techniki utrwalania obrazu. Technika ta, dawała m o ż l i w o ś c i. Ingerencja w obraz, faktura papieru, ślady użytych narzędzi, a przede wszystkim niepowtarzalność, cechująca dzieła sztuki sprawiły, że niechętne oko krytyki łypnęło zalotnie w stronę twórców i ich prac.

Powstało coś, nazwane piktorializmem. Nurt ten w fotografii polegał na ingerencji artysty w treść i wygląd wywoływanego obrazu. Zarówno guma jak i inne techniki fotograficzne, zwane już „szlachetnymi” to umożliwiały. Guma rozwijała się szybko, zyskując uznanie w Europie i USA. Rozbłysła i równie szybko zgasła. Wojny i postęp techniczny sprawiły, że została porzucona.

Niektórzy twierdzą, że guma przeżywa renesans. To nieprawda. Gumy powstają w pracowniach garstki pasjonatów, którzy chcą ją robić, mimo, że efekty ich prac często są kwitowane słowami: „a czemu to ksero takie wymięte”.

Oko, uma chromianowa, Paweł Bik
Oko. Fotografia wykonana techniką gumy chromianowej. Paweł Bik

Faktycznie, po co babrać się barwnikiem, kleistą żywicą i śmierdzącymi chemikaliami, w dodatku po ciemku, skoro w każdej kopiarce rastry, kolory i przejścia tonalne są oczywistością, a obrazki są perfekcyjne?

Dla mnie najważniejsza jest niepowtarzalność i trudny do przewidzenia efekt pracy. Ot ciekawość podstarzałego chłopca. Każdy obrazek, który zrobiłem tą techniką jest troszkę inaczej naświetlony, odrobinę inaczej wypłukiwany, inaczej suszony. Czasem używam innego niż czarny koloru. Zwłaszcza, kiedy skończy mi się dobra czerń kostna.

Tłum, Guma. Paweł Bik
Tłum. Fotografia wykonana techniką gumy chromianowej. Paweł Bik
Tłum, guma. Paweł Bik
Inna odbitka tej samej fotografii, wykonana za pomocą tego samego negatywu i barwnika.

Jak się robi taką gumę? Ano, bierze się kartkę papieru, może być taki do akwareli, albo zwykły karton, ale nie brystol twardy i błyszczący, raczej taki drugiego gatunku. Następnie trzeba się zaopatrzyć w negatyw, w formacie 1:1, ponieważ gumy naświetla się stykowo. Gdyby pikrorialiści mieli drukarki laserowe, możliwe, że guma wyglądałaby dziś inaczej. No, ale nie mieli, a my mamy. W dodatku mamy jeszcze, gdzieniegdzie naświetlarnie klisz, gdzie można zrobić negatyw wielkoformatowy. Naświetlarnie takie są na wymarciu, więc kto żyw niech korzysta, póki są.

W każdym razie, jeśli mamy już kliszę smarujemy do domu, zamykamy się w ciemnym pomieszczeniu i jedziemy. Rozpuszczamy trochę żelatyny spożywczej i smarujemy nią papier. Potem taką kartkę trzeba wypłukać w roztworze formaliny. Formalina śmierdzi bardziej niż stos skarpet ruskiej armii, więc trzeba z nią ostrożnie.

Skoro mamy papier, robimy zawiesinę światłoczułą. Gasimy światło i łączymy ze sobą: jedną część roztworu nasyconego dwuchromianu potasu, jedną część rozpuszczonej gumy arabskiej i trochę czerni kostnej. Stąd się bierze nazwa. Guma arabska plus dwuchromian.

 

Trzeba to wszystko zmieszać ze sobą bardzo dokładnie, a następnie rozprowadzić równomiernie po całej kartce. Można wałkiem albo pędzlem. Wysuszyć w ciemności, ponieważ taka kartka jest już światłoczuła. Nie należy przyspieszać suszenia.

Następnie suchą całkowicie kartkę można naświetlić. Bierze się negatyw, składa do kupy z kartką i dociska szybką. Taki zestaw trzeba wystawić na słońce na kilka minut. Następnie taką kartkę można wrzucić do góry nogami do kuwety i czekać aż niepotrzebne drobiny farby odpadną. Wysuszyć i gotowe.

Obrazki, które tutaj prezentuję wyglądają dużo lepiej na żywo. Proszę mi wierzyć na słowo.

Tatry

Mam hopla na punkcie gapienia się na Tatry. Kwiczę z rozkoszy, kiedy uda mi się wypatrzeć choćby cień górek, z pobliskiego miejsca obserwacji. Tatry widać, wbrew pozorom, dość często z Krakowa. Pagórki, wyrastające w mieście pomagają w obserwacji. Warto czasem wyjść na jeden z kopców, o wschodzie lub zachodzie słońca i wypatrywać.

Tatry widać również spod lotniska w Balicach, a kilka punktów obserwacyjnych, położonych na północ pozwala na pstryknięcie widoczków z ciekawymi skrótami perspektywy. Meteory, widoczne na jednym ze zdjęć, to takie trochę inne Tatry, więc wszystko jest w porządku, proszę nie regulować odbiorników.