Bajka o smoku

Dawno, dawno temu, gdzieś pod górą, żył sobie smok. Nie był to przyjazny smok. Był złośliwy i wredny. Ział ogniem i pożerał wszystko, co mu się nawinęło pod paszczę. Wsuwał wszystko, nie wyłączając nadziewanych siarką baranów i szewczyków, którzy w swojej naiwności podkładali je od czasu do czasu, licząc że to uszkodzi smoka. Nic z tego. Smok takie barany traktował jak powiedzmy Meksykanie jalapenios – nieco ostrzejsza zakąska, dla poprawienia apetytu. Nie gardził też dziewicami, a kiedy trzeba było, mógł zjeść nawet szczura. Wiadomo było, że więzi pięknego królewicza. Legenda głosiła, że uwolnić go może tylko prawdziwa księżniczka. Podania prawiły o pięknie księcia i niewiarygodnym bogactwie, które czeka na jego wybawcę. Uwięziony w zamkowej wieży, nie widzi nic, oprócz nieba. Smok bowiem trochę bał się księcia, więc na wszelki wypadek ograniczył jak się dało jego swobodę. Mógł za to książę liczyć na różne księgi, których smok zgromadził całe mnóstwo.
Pole przed górą, w której smok mieszkał usłane było bucikami na wysokich obcasach, strzępkami karoc, parasolek i sukien. Wszystkie te przedmioty były porzucane przez dzielne księżniczki, które odważyły się przybyć tutaj, by uwolnić księcia. Nic z tego. Kiedy armie wojowników, których przyprowadzały, stawały się dymiącym wspomnieniem, księżniczki uciekały, nierzadko pieszo, by schronić się przed złością smoka. Cóż. Nie grzeszyły specjalnie rozumem, bo smoka mogła pokonać tylko księżniczka, a nie jej armia, nieprawdaż?
Oczywiście, przyszedł czas na tę właściwą. Była to prosta dziewka, wychowana w wiejskim domu. Nie wiedziała, że jest księżniczką, bo została podrzucona. Król uciekając przed złością ludu podrzucił ją ubogiej rodzinie chłopskiej, dorzucając sakiewkę złota, która sprawiła, że owa rodzina zawsze już jadła do syta. Pod warunkiem, że nigdy, przenigdy nie zdradzi tajemnicy pochodzenia księżniczki. Ani jej, ani nikomu innemu.
Trzeba przyznać, że owi wieśniacy dotrzymali słowa. Wychowali księżniczkę jako swoje dziecko. Nie umiała pisać ani czytać, za to zręcznie wypasała bydło i używała cepa. To ci dopiero księżniczka!
Pewnego dnia, wędrując bez celu doszła do smoczego pola. Zaciekawiły ją rozrzucone wokół parasolki. Wzięła jedną do ręki i… nie wiedziała co dalej. Znalazła potem czerwony but, ale, sama biegająca całe życie boso, nie wiedziała co to jest. Zaraz potem znalazła prawdziwy kryształowy lśniący bucik prawdziwej księżniczki Orientu, która zwiewając pogubiła nie tylko buty, ale i suknie i kapelusz. Podpierając się parasolką jak laską podchodziła coraz bliżej jaskini w której mieszkał smok.
Miała szczęście.
Bardzo dużo szczęścia.
Smok bowiem tego dnia poleciał rozprostować kości i poszukać jakiejś dorodnej krowy na kolację, bowiem zapragnął zjeść nieco wołowiny.
Księżniczka, która przecież nie wiedziała kim jest, weszła do jaskini, a stamtąd, schodami w górę zaczęła się wspinać do góry.
Drzwi, za którymi mieszkał piękny książę nie miały klamek. Zamknięte były na zwykły skobel, w którym tkwił żelazny pręt. Księżniczka wyjęła go i weszła do środka.
-Kim jesteś, spytał zdziwiony książę, widząc umorusaną grubaskę. Dziś ty przyniosłaś mi strawę, zapytał.
-Nie karz mnie panie, odpowiedziała księżniczka. Nie wiedziałem, że tu ktoś jest. Idąc bez celu przed siebie dotarłam aż tutaj.
-Ależ nie szkodzi, moja droga, odparł książę. Nie wyglądasz co prawda na księżniczkę, ale cóż, chodźmy.
-Dokąd panie?
-Na dół. Uwolniłaś mnie z niewoli smoka. Jestem ci winien wdzięczność, niewiarygodne bogactwo i pewnie też małżeństwo, powiedział bez przekonania.
-Smoka? Nie ma tu żadnego smoka, powiedział księżniczka.
-Tym lepiej. Uciekajmy stąd czym prędzej.
Książę złapał ja za rękę i zbiegli ze schodów. Wbiegli do jaskini, by wydostać się na zewnątrz.
Niestety.
Na środku jaskini siedział smok i w gniewie pluł ogniem. Słyszał oczywiście biegnących z góry i czekał z niecierpliwością by ukarać śmiałka. Ze zdziwieniem zobaczył grubą wieśniaczkę, prowadzoną za rękę przez swojego więźnia.
-A więc to jest twoja księżniczka? Smok umiał mówić w ludzkiej mowie. Po chwili wybuchnął śmiechem. -TO JEST KSIĘŻNICZKA??? BUHAHAHAHAHA HA Ha. Zaryczał. Przyszłaś mnie pokonać parasolem? Ryczał dalej. Cała ta sytuacja rozśmieszyła go do tego stopnia, że zaczął się turlać po ziemi, krzesząc iskry końcem ogona.
Księżniczka, z początku zalękniona, wyprostowała się. Wkurzyła się, kiedy dotarło do niej, że smok najzwyczajniej sobie z niej kpi. Nie znała smoka, nie wiedziała więc w jakim jest niebezpieczeństwie.
Ścisnęła mocniej rączkę parasolki, wzięła zamach i przyrżnęła z całej siły w smoczy łeb. Tak samo robiła z krową, która nieposłuszna wchodziła w szkodę. Z tą niewielką różnicą, że nie używała do tego parasolki, tylko pięści.
-A ciebie zdziro co tak śmieszy, krzyknęła. Jestem gruba i co z tego? A ty może nie jesteś? I dalejże okładać smoka parasolem. Nie zdawała sobie sprawy, że smok. No właśnie. Smok.
Smok wcale nie był smokiem, tylko smoczycą.
Nikt wcześniej nie był tak blisko smoczycy, żeby zauważyć oczywiste atrybuty kobiecości bądź co bądź. A nawet jeśli, to szybko został zamieniony w spopielały szkielecik, albo konserwę, jeśli tylko był odziany w zbroję.
Księżniczka wciąż okładała smoczycę parasolką, a ta zwijając się ze śmiechu nie wpadła na pomysł, żeby posłać w jej kierunku płomienia, który by ją natychmiast spopielił. Śmiała się i śmiała, a księżniczka waliła w nią na oślep. W rzeczywistości smoczyca zdawała sobie sprawę, że spaliłaby również księcia. Niepisane prawo smoków mówiło, że posiadanie więźnia jest obowiązkiem każdego z nich. Smok bez więźnia tracił u wszystkich szacunek i był skazany na pożeranie dzikich zwierząt a nawet jagód. Cóż. Więzień był smokowi potrzebny do koegzystencji. Smoczyca warknęła teraz, bo księżniczka trafiła ja w oko.
-Ej, ty mały sznyclu, uważaj na to co robisz. Zaraz cię dziabnę. Smoczyca zwinnie podniosła się z ziemi. Stanęła na tylnych łapach i fuknęła gorącą parą w kierunku księżniczki. Przez chwile patrzyły na siebie, po czym sytuacja się odwróciła. Teraz to księżniczka śmiała się ze smoczycy.
-Ty masz cellulit. Wielki jak rybie łuski. Wszędzie go masz, mówiła okrążając smoczycę. I masz większy tyłek niż ja. A pazury u nóg kiedy pani piłowała? A ten zapach z ust? O fuu.
Księżniczka mówiła teraz, jak prawdziwa księżniczka, zajmująca się głównie wcieraniem w siebie różnych specyfików poprawiających urodę. Niestety ta opowieść nie wyjaśnia, skąd, żyjąc w prostej chłopskiej chacie nabyła taką wiedzę.
Smoczyca wyraźnie speszyła się.
-A ty masz kołtun na łbie, wysapała w końcu. I śmierdzisz bardziej niż ja.
Teraz to księżniczka się zawstydziła. Biorę kąpiel tak często jak mogę, odparła. Raz w roku muszę się wypluskać w strumieniu.
-A pazury czym piłujesz? Smoczyca jakby zapomniała o tym, kim jest w tej bajce.
-Mam pilnik, odparła księżniczka.
-Pokażesz mi jak to się robi?
-Pokażę.
Obie panie cofnęły się w głąb jaskini, gdzie smoczyca miała swoje legowisko.
-Wybacz, mam tu straszny bałagan, ale wiesz, jak to jest kiedy się mieszka samemu – książę zdążył jeszcze usłyszeć, puszczając się biegiem w kierunku lasu. Dajcie wy mi święty spokój, baby, mruknął do siebie i zniknął.
***
-Uciekł. Smoczyca mrużąc oczy próbowała wypatrzyć księcia. Ten zwiał jednak dobre kilka godzin wcześniej, więc mogła sobie wypatrywać. A niech tam, uciekł to uciekł. Machnęła zrezygnowana łapą. Może zamieszkasz tutaj, spytała księżniczki, która wyszła na zewnątrz. Właśnie zwolniło się miejsce na górze. Będziesz mieć święty spokój, kołowrotek, książki i co tam sobie zechcesz, a ja będę miała pretekst, żeby wciąż trzymać w strachu okolicę.
-Dobra, odparła księżniczka. I tak nie mam nic lepszego do roboty, powiedziała i poszła ogarnąć swój nowy dom.
I tu mają początek wszystkie opowieści o smokach i księżniczkach.

Kraków, 14.01.2018

Skomentuj przy pomocy facebooka