Plecionka polska (fragment)

Sebastian wyciągnął telefon. Przy pomocy latarki odczytał z tabliczki na ścianie numer alarmowy, pod który należało zadzwonić w przypadku awarii. Jego telefon rozjaśniał blado wnętrze windy. Nowoczesna, ale mocno zdewastowana kabina straszyła brudnymi ścianami, na których ktoś wyrył jakieś napisy. Slab, STąb, SZati – ktoś nieźle się namachał szpikulcem, pomyślał Sebastian usiłując odczytać napis.  I ktoś się tu zlał, skrzywił się wciągając powietrze przez nos. Wpisał numer alarmowy i podniósł telefon do ucha. Ciekawe dlaczego babcia zawsze mówi wykręcę numer, kiedy chce zadzwonić. Numer mogę wykręcić ziomowi, ale w telefonie, no jak? Zastanawiał się czekając na połączenie.
Kilka sygnałów zakończyło się gwałtownym piknięciem. Cholera bateria mi siada, pomyślał. Wybrał ponownie numer. Tym razem w słuchawce od razu usłyszał miły głos telefonistki:
-Pogotowie dźwigowe słucham.
– Witam, przywitał się Seba. Utknąłęm w windzie.
– Proszę podać adres dźwigu – usłyszał.
– Główny Dworzec Kolejowy – powiedział
– Ulica, numer budynku? Seba zbaraniał. Skąd mogę wiedzieć przy jakiej ulicy jest dworzec – pomyślał.
– Nie wiem. Dworzec Główny, winda z trzeciego peronu.
– Proszę pana. Muszę znać dokładny adres i numer budynku inaczej nie będę mogła wysłać serwisu- usłyszał w słuchawce.
– Pani nie rozumie? Dworzec G ŁÓ W N Y literował. TRZECI PERON.
-Ale adres jaki jest tego dworca – usłyszał. Nie mogę wysłać serwisu nie znając adresu.
-Proszę panią ile jest dworców głównych w naszym mieście? Wkurzony Seba wysyczał do telefonu? A ile trzecich peronów na tym dworcu może być, no ile?
-To nie ma znaczenia proszę pana. Każdy wie, że dworzec jest jeden, ale ja mam swoje procedury i muszę się ich trzymać. Inaczej stracę pracę.
-To co ja mam zrobić? Zamieszkać w tej śmierdzącej windzie?
-Czy chce pan zgłosić zanieczyszczenie kabiny?
-Tak, mogę też zgłosić zanieczyszczenie kabiny.
-Proszę podać adres i numer budynku w którym znajduje się… Sebastian nie czekał na koniec zdania. Przerwał rozmowę trzaskając telefonem o podłogę. Ze środka urządzenia wypadła bateria i karta sim, w sam środek cuchnącej mazi w kącie kabiny. – Jasna cholera pomyślał. Ale jestem głupi. Schylił się szukając po omacku zguby. Znalazł baterię i klapkę. Po karcie niestety nie było śladu.
Nieźle już wkurzony poskładał telefon i schował go do kieszeni. Uderzył pięścią w ścianę tablicę rozdzielczą windy.
-Kurwa. Zaklął. Co ja zrobię? Zaczął kopać w drzwi windy i krzyczeć halo, halo jest tam ktoś?
Cisza upewniła go w przekonaniu, że trzecie peron używany jest bardzo rzadko. Ze złością kopnął w drzwi, wgniatając w nich sporą dziurę. – Co za pieprzone dziadostwo, krzyknął. Z czego oni robią te windy? Wiadomo, czemu nie działa, jak można ją tak łatwo zepsuć.
Z wściekłością zaczął wciskać wszystkie guziki po kolei. Nie było ich zbyt wiele. Otwieranie/zamykanie drzwi, numer 0, 1. Był jeszcze przycisk alarmowy, który jednak ktoś wyrwał. Kurwa mać, jebane wandale – Sebastian w tej chwili przypomniał sobie, kiedy w gimnazjum często kradł żarówki z windy w bloku kolegi, żeby potem zrzucać je do zsypu na śmieci i czekać na mini eksplozję. Zamilkł zawstydzony.-Kurwa, pomyślał.
Nagle uśmiechnął się do siebie. Wyszarpnął telefon z kieszeni. I włączył. Z niesmakiem skrzywił się czując jego odór, przeczytał na ekranie – brak karty, tylko połączenia alarmowe. Przecież mogę zadzwonić bez karty – triumfalnie wykręcił numer 112.
– Pogotowie alarmowe słucham.
-Witam, chciałem zgłosić, że utknąłem w windzie i nie mogę z niej wyjść.
– Jakiego rodzaju pomocy pan potrzebuje, usłyszał.
-No, niech ktoś przyjedzie i mnie stąd wyciągnie. Siedzę tu już długo.
-Czy jest Pan ranny? Czy źle się Pan czuje?
– Nie. Jestem wściekły, bo siedzę tu już bardzo długo i nie mogę się z nikim skontaktować.
– Proszę się skontaktować z właściwym pogotowiem dźwigowym.
– A jak? Alarm jest wyrwany, sterczą tylko druty, nic tu nie działa w tej windzie. Mój telefon jest zepsuty i dzwoni tylko na ten numer. W dodatku zaraz skończy mi się bateria.
– Rozumiem. Gdzie znajduje się dźwig. Skontaktuję się z właściwym operatorem – powiedział głos w słuchawce.
– Dworzec główny, winda z trzeciego peronu. – Halo? Halo! Cisza w słuchawce zaniepokoiła Sebastiana.
– Proszę czekać, łączę się z posterunkiem policji dworcowej.
– Tak tak, czekam.
Po chwili głos w słuchawce oznajmił: sprawa została przekazana posterunkowi policji z dworca głównego. Patrol prowadzi w tej chwili inną sprawę, następnie skontaktuje się bezpośrednio z Panem, oceni sytuację i podejmie właściwe działania.
– Znaczy ile mam czekać? Spytał Sebastian. Siedzę tu już długo.
– Policja została powiadomiona i podejmie właściwe działania. Nic więcej nie mogę zrobić.
– Aha. Dziękuję bardzo. Po co są te numery alarmowe zrobione, jak nic nie robią?
– Policja została zawiadomiona, proszę czekać na interwencję.
– No to czekam, do widzenia. Powiedział do słuchawki i się rozłączył.
W tym czasie patrol przyprowadził na posterunek mężczyznę, który przebiegał przez tory w miejscu niedozwolonym. Usiedli w pokoju operacyjnym i zaczęli sporządzać notatkę ze zdarzenia. Ponieważ mężczyzna nie miał dokumentów, lub tez nie chciał się wylegitymować, w dodatku był agresywny, patrol był zmuszony do jego zatrzymania.
Po dwóch godzinach popijając herbatę jeden policjant powiedział
-Janusz poszedł ktoś do tej windy na peronach?
– Jakiej windy?
– Było zgłoszenie z alarmowego. W windzie siedzi człowiek i nie może się z niej wydostać.
– O kurna. Powiedział Janusz. Nie może se zadzwonić na pogotowie? Zawracanie dupy, jak zwykle.
– Może coś się tam stało. Trzeba to sprawdzić.
Sebastian miał łzy w oczach. Wściekłość minęła, teraz stał tylko zrezygnowany opierając się o ścianę windy. Wieczór zamienił się w noc i nic nie wskazywało na to, że otrzyma pomoc z zewnątrz. W dodatku strasznie chciało mu się sikać. Nagle skoczył na równe nogi. Winda drgnęła i ruszyła w dół. Nareszcie, pomyślał. Nareszcie ktoś naprawił tę cholerną windę. W podnieceniu nie zwrócił uwagi, że ani deska z przyciskami, ani światło na suficie windy nie zaświeciły się. Winda z chrobotem zatrzymała się na parterze. Sebastian pchnął drzwi. Ustąpiły i po chwili był wolny. Po drugiej stronie stał bezdomny. Trzymał w ręce jakiś tobołek i ze zdziwieniem przyglądał się Sebastianowi, dziękującemu mu za uwolnienie.
-Dobra, dobra, spierdalaj – powiedział.
Sebastian nie zwrócił uwagi na te słowa. Uradowany pobiegł w kierunku przystanku tramwajowego. Może jeszcze zdążę, pomyślał. Bezdomny tymczasem zablokował drzwi windy i zabrał się za pakowanie tobołu do środka.
-Co tu się dzieje? Usłyszał za plecami. Obejrzał się. Za nim stał wyraźnie zdziwiony posterunkowy.
-Jak to co panie kochany, jadę na górę panie.
-Czy to pan zgłaszał uszkodzenie windy?
-Ja uszkodzenie? A gdzie bym zgłaszał to uszkodzenie panie kochany. Ja tu tylko chodzę. A teraz jadę na górę i wychodzę.
– Co znaczy na górę. Ta winda jest nieczynna. Musi pan iść po schodach. Nie może pan jechać na górę.
Było zgłoszenie uszkodzenia windy na trzecim peronie. To jedyna winda na trzecim. Jak pan nie zgłaszał, to kto? Pan sobie kpi z policji czy jak, panie?
-Ale jak nie czynna jest, jak jest czynna. Właśnie zjechała z góry.
-No zjechała, znaczy sama się naprawiła?
-Ja nie wiem panie sierżancie czy ona się naprawiła, zjechała, wysiadł z niej jakiś gówniarz panie sierżancie. To pewnie on ją zepsuł.
-Aha, gówniarz, a gdzie on teraz jest? Stoję tu od kwadransa i obserwuję.
Nie było to prawdą, policjant właśnie przyszedł.
-Nie wiem panie poruczniku, uciekł na schody – o tam, powiedział bezdomny. To ja mogę już jechać na górę?
– Proszę nie dyskutować. Winda jest nieczynna i nie można z niej korzystać. Policjant z trudem hamował obrzydzenie czując zapachy wydobywające się ze środka. – No już, już. Do widzenia.
-Eeee, żeby cię tak – mruknął bezdomny.
-Niech zabierze ten tobołek. To nie przechowalnia.
-Biere, biere, panie poruczniku. Już idę stąd, idę. Biedny jestem, to można mną pomiatać.
-To nie ma żadnego znaczenia, takie są procedury. Policjant wyciągnął kartkę i coś na niej nagryzmolił. Tu jest adres najbliższej noclegowni. Może pan tam się umyć i wyspać. Dostanie pan też zupę – dodał. Wie pan gdzie to jest?
-Dobra, dobra idę już idę. Wiem, to za zakrętem tu, obok autobusów co stoją.
-Tak, to do widzenia.
-Dobra, dobra tam. Bezdomny mamrocząc odszedł kawałek. Przystanął i odwrócił się. Policjant zamknął starannie drzwi windy i powiedział do mikrofonu – nic się tu nie dzieje, bezdomny chciał zanocować w windzie. Co oni przyjmują na tym 112 – burknął i dodał – bez odbioru.
Policjant zamknął drzwi windy kluczem służbowym. Rozejrzał się wokół, zobaczył, że bezdomny kieruje się na schody więc pomaszerował w przeciwną stronę. Popatrzył czy nie nadjeżdża pociąg i szybko przeszedł przez tory przejściem służbowym.
Bezdomny zawrócił i podszedł do windy. Z kieszeni wyciągnął spory kawał dziwacznie wygiętej blachy. Mamrocząc włożył ją do szpary w drzwiach windy i szarpnął do góry. Drzwi otworzyły się. Ciągle mamrocząc wtaszczył swój tobół do środka. Wyciągnął ze środka stary koc i jak mógł najstaranniej, tak rozłożył go na szczupłej powierzchni podłogi windy. Następnie wyciągnął tablicę rozdzielczą windy wziął do reki zwisające luźno druty, sprawdził ich kolor i zwarł dwa z nich. Tablica ożyła. Kolorowe przyciski włączyły się. Wcisnął zamykanie drzwi, a następnie przycisk nr 1. Dobra dobra, mruknął. Winda ruszyła do góry. Kiedy znalazła się mniej więcej w połowie drogi, w miejscu gdzie utknął Sebastian, bezdomny wyciągnął czerwony drut z obudowy. Winda zatrzymała się z mocnym szarpnięciem. Spod kabli wytrysnął snop iskier. Kurteczka, powiedział bezdomny. Znowu to samo. Złapał drut i włożył go, tym razem do styków z drugiej strony. Windę zalało słabe światło lampy na suficie. Rozejrzał się wokół, a następnie z trudem usiadł na rozłożonym wcześniej kocu. Kurrrrrteczka – powiedział. Nie wezną mi mojej windy. Mieszkam tu tyle lat, to niech se chodzą po schodach. Wyciągnął z tobołka brudną flaszkę wypełnioną w połowie piwem. Wypił łyk i głośno beknął… Przyłożył flaszkę do ust i opróżnił. Miałem dziś farta, pomyślał. Jak mi ten młody zabrał windę, to myślałem, że już nie mam się gdzie podziać i że ją będą naprawiać. W noclegowni zabraliby mi te piwo co je znalazłem dzisiaj. Tu robię co chcę. To mój dom ta winda, nie dam się stąd wygnać. Myśli przebiegały przez głowę bezdomnego.

Technik pracujący na dworcu, nie zamierzał sprawdzać czy winda jest za drzwiami. Szybko nakleił kartkę z napisem

winda nieczynna

przepraszamy za utrudnienia

i oddalił się do ważniejszych zadań. Bezdomny tymczasem wyjął czerwony kabelek i kabinę ogarnęła ciemność. Zwinął się w kłębek na podłodze i w sekundzie zachrapał. Zdążył jednak pomyśleć – chyba, że w końcu znajdą na peronie to obejście co zrobiłem, żeby ją wyłączać .

Kraków, 2015

Skomentuj przy pomocy facebooka