Zegarek

Zegarek, przedmiot służący do odmierzania czasu.

Miałem ich jak każdy chyba, dużo. Na komunię, na maturę, na prezent taki, na prezent siaki. Ze wskazówkami lub cyferkami. Duże, małe, błyszczące i matowe. Stanowiły powód do dumy, lub przedmiot codziennego użytku.
Dawno, dawno, kojarzy mi się z niedużym czasomierzem, umieszczonym na ogromnym i bardzo zdobnym pasku. Taka moda i takie pragnienie, zrealizowane przez kochającą Mamę. Został zmielony, nie wiem kiedy, przez czas.
Inny zegarek przywołuje wspomnienie szczeniackich zabaw w bokserów, zapamiętane rozbitym szkiełkiem. I ten poljot rozpuścił się bez śladu.

Potem czasowe sieroctwo okupione wspaniałym elektronicznym, nowym na owe czasy wynalazkiem. Nie miał wskazówek, pokazywał cyfry!

Zniszczyła go ciekawość zmuszająca do zaglądania do środka wszystkiego.

*

Całkiem niedawno temu posiadałem inny zegarek elektroniczny. Bardzo ładny był, nowoczesny i czarny. Wkrótce stał się ulubioną zabawką mojego wówczas bardzo małoletniego dziecka. Pewnego dnia zegarek zniknął. Po prostu, rozpłynął się w niebycie krakowskiego zaduchu.
Nic dziwnego. Los zegarków jest z góry przesądzony. Chyba, że jest to jakiś rolex. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dobre pół roku później (dobre pół roku wynosi co najmniej 7 miesięcy, w zależności od okoliczności), idąc wzdłuż trawnika usłyszałem cichutkie piszczenie. Kichus, pomyślałem zaniepokojony, pochylając się nad piszczącym trawnikiem. Nie muszę dodawać, że w jednej z zielonych kęp spoczywał mój elektroniczny zegarek, nienaruszony, nie licząc oblepienia błotem. Niestrudzony, piszczał codziennie, czekając na odnalezienie.
Mogę tylko przypuszczać, że to latorośl trenująca wtedy rzut przed siebie czym popadnie, prasnęła nim w gęstwinę trawy`.
Którejś nocy, krótko po przeprowadzce zasypiałem w barłogu. Nagle cały dom został postawiony na baczność przeraźliwym piskiem, dobywającym się z okolicy.  Kichus, pomyślałem inteligentnie. Dom nowy, nie powinien być nawiedzony. Choć w filmach amerykańskich pokazują różne rzeczy, nawet nawiedzone domy, więc kto wie? W końcu jak w telewizorze jest, to można mu chyba wierzyć?
Uzbrojony w lekki niepokój, udałem się do kuchni, gdzie pisk przebywał. W jednej z szafek zdeponowany był zegarek elektroniczny marki nieznanej. Nie chciał pokazywać dokładnie godzin, więc został schowany na wszelki wypadek, gdyby mu się zechciało. Na razie zechciało mu się piszczeć w środku nocy. Nie dociekałem przyczyn alarmu. Nieelegancko szurnąłem nim do śmieci.
Którejś wiosny, całkiem niespodziewanie otrzymałem arogancko błyszczący zegarek. Na denku (głupio wymyślone, bo przecież denka nikt nie ogląda) ktoś wyrył „na pamiątkę kolejnej, okrągłej rocznicy”. Marność, pomyślałem sobie i wrzuciłem go do szuflady. Myślę, że nie miał wbudowanego piszczenia, bo zachowuje się nad wyraz spokojnie. Chyba, że zjadły go pająki.
Latorośl przyszła niedawno do domu zmartwiona. Co się stało, zapytałem. Spadł, odpowiedział wyciągając z kieszeni telefon. Nie mogę ani zadzwonić, ani nawet sprawdzić, która godzina. Po krótkiej prezentacji zniszczeń doszliśmy do wniosku, że trzeba będzie kupić nowy. Telefon został odłożony na tymczasową kupę przedmiotów do wyrzucenia. Jak co wieczór poszliśmy spać.
O 6 rano obudził nas znajomy dźwięk dzwonka budzika w telefonie latorośli. Hałas był wystarczająco duży, żeby spotkać się przy jego zwłokach. Ekranik telefonu błyskał trupim światłem, a głośnik piszczał przeraźliwie, informując okolicę, że jeszcze nie cały umarł.

I tak zepsute, zgubione, zapomniane zegarki odmierzają stale czas, czy się to komuś podoba, czy nie.

Kraków, 2015 a może nawet 2014

Skomentuj przy pomocy facebooka